Pełen skład publikacji: od powieści, przez literaturę popularnonaukową, po monografie akademickie. Każdy znak na właściwym miejscu, każda strona w rytmie.
Strona książki nie zaczyna się od tekstu, lecz od pustki, która go otacza. Margines nie jest miejscem zmarnowanym, to miejsce, w którym oko odpoczywa przed powrotem do kolejnego wiersza. Zbyt wąski odbiera stronie powietrze, zbyt szeroki rozrywa rozkładówkę na dwie osobne kartki.
Klasyczne proporcje wywodzą się z rękopisów: margines wewnętrzny najwęższy, górny nieco większy, zewnętrzny szerszy, dolny najszerszy ze wszystkich. To nie kaprys ani ozdoba. Kciuk trzyma książkę przy krawędzi zewnętrznej, więc tam potrzeba miejsca na palec, a dolny margines dźwiga optycznie całą kolumnę, bez niego tekst zsuwałby się ze strony.
Margines wewnętrzny czyta się inaczej niż pozostałe, bo dopełnia go bliźniaczy margines strony sąsiedniej, a część światła pochłania oprawa. Przy grubszym bloku trzeba mu dodać kilka milimetrów, inaczej wiersze zaczną uciekać w grzbiet, a czytelnik będzie rozginał książkę, żeby dojść do początku wiersza.
Kolumna nie stoi na stronie sama. Nad nią pracuje kolontytuł, pod nią paginacja, oba należą do marginesu, nie do tekstu, więc trzyma się je w innym stopniu pisma i w innym rytmie. Kiedy kolontytuł zbliża się do kolumny, strona traci górny oddech; kiedy paginacja ucieka za daleko w dół, wygląda na zgubioną.
Ostatnia decyzja jest najprostsza i najczęściej pomijana: rozkładówka to jeden obraz, nie dwie strony obok siebie. Marginesy zewnętrzne zamykają go z obu stron, wewnętrzne spotykają się w środku.
Marginesy ustala się raz, na początku, i nie zmienia w trakcie, inaczej rozsypie się numeracja arkuszy i wszystkie odsyłacze. Dlatego makieta powstaje przed pierwszym wlaniem tekstu, a nie po nim.
Dobrze policzona kolumna ma jeszcze jedną zaletę, o której rzadko się mówi: obniża koszt druku. Kilka milimetrów różnicy w szerokości bloku potrafi przesunąć całą książkę o jeden arkusz w dół albo w górę.
Interlinia jest dla strony tym, czym oddech dla zdania czytanego na głos. Wiersze ustawione zbyt ciasno zlewają się w szarą plamę; rozsunięte zbyt luźno rozpadają się na osobne paski, a oko gubi drogę powrotną do początku następnego wiersza.
Miarą, którą warto sprawdzić najpierw, jest długość wiersza. W książce ciągłej mieści się zwykle od pięćdziesięciu pięciu do sześćdziesięciu pięciu znaków ze spacjami. Poniżej tej granicy tekst trzeba dzielić zbyt często i w justowaniu robią się dziury, a powyżej powrót do lewej krawędzi zaczyna męczyć.
Dopiero wtedy dobiera się interlinię. Im dłuższy wiersz, tym więcej światła między wierszami, bo oko ma dłuższą drogę do przebycia. Pismo o dużym oczku wymaga go więcej niż pismo o oczku małym, a wersaliki i kursywa zachowują się inaczej niż zwykły tekst.
Siatka bazowa spina to wszystko w całość. Wszystkie wiersze siadają na tych samych liniach, także po obu stronach kartki, więc druk z jednej strony nie prześwituje między wierszami drugiej. Do tej samej siatki dopasowuje się podpisy, tabele i wpuszczone ilustracje.
Reszta to wyjątki, których nie widać, dopóki się ich nie popełni: wdowy i bękarty, samotne spójniki na końcu wiersza, dzielenie wyrazu na przełomie stron. Każdy poprawia się osobno, ręcznie, na gotowej kolumnie.
Wyjątki od siatki są dozwolone, ale muszą być świadome. Motto na początku rozdziału, dedykacja, wiersz cytowany w środku prozy, wszystkie te rzeczy wolno zawiesić między liniami, jeśli robi się to konsekwentnie przez całą książkę.
Na końcu zostaje próba czytania. Nie ogląd i nie pomiar, tylko przeczytanie kilkunastu stron z rzędu. Jeżeli oko nie zaczepia się o nic i nie trzeba wracać do początku wiersza, rytm jest dobry, a to jedyny test, który naprawdę się liczy.
Każda decyzja typograficzna wpływa na rytm czytania. Marginesy, gutter, leading, baseline grid, to one decydują, czy książka „dobrze się trzyma w rękach".
Dobra typografia jest niewidzialna. Czytelnik nie zauważa kroju pisma ani odstępów, po prostu płynnie przechodzi przez tekst. To efekt świadomych decyzji: dobranego kroju, stopnia pisma, interlinii i szerokości kolumny. Zmień dowolny z tych parametrów, a poczujesz, jak zmienia się rytm czytania.
Fraunces · 16 px · interlinia 1.55 · 58 znaków w wierszu
Tekst z edytora trafia do mnie jednolitym blokiem, bez hierarchii i oddechu. Po składzie: świadome marginesy, baseline grid, żywa pagina, inicjał i typografia, która prowadzi oko przez stronę.
Wklejone tabele rozjeżdżają się i łamią rytm strony. Po obróbce: wyrównane kolumny, czytelne nagłówki, spójne odstępy i linie wiodące, które porządkują nawet gęste zestawienia.
Przesyłasz tekst i opis projektu. W ciągu 1-2 dni roboczych otrzymujesz bezpłatną wycenę.
Przygotowuję 10-20 stron w 2-3 wariantach stylistycznych. Tu decydujemy o typografii.
Składam całą publikację na podstawie zaakceptowanego briefa. Spójność od pierwszej do ostatniej strony.
Korekta autorska, wprowadzenie poprawek, druga korekta. Etap zazwyczaj trwa 10-14 dni.
Eksport finalny z profilami CMYK, spadami, paserami. Plus plik źródłowy InDesign dla przyszłych dodruków.
Napisz krótko o co chodzi: przybliżona objętość, format, planowany termin. Odpowiem z wyceną w ciągu 1-2 dni roboczych.